Nie ma mnie.
Nie ma mnie, choć nadal tu stoję. Jak cień własnych myśli tonę. Gubię siebie między słowami. Już nie wiem, kim jestem dla tych co zostali. Patrzę w matowe lustro, przede mną obca twarz. Czy to ja, czy tylko maska? Znikam gdzieś pomiędzy dniami. Nie odnajduję się już tam. Nie ma mnie, został tylko pusty cień. Jakbym przestał istnieć. Co dzień każdego oddechu trochę mniej, jak kroki, które oddalają mnie od wszystkiego, co znałem i od tego, kim się stałem. Pomimo tego stoję tu, lecz nie ma mnie, jakby ktoś wymazał sens. Moje myśli płyną gdzieś i nie potrafię znaleźć się. Znowu patrzę w lustro, to nie ja tylko cień, tylko gra. Każdy dzień zabiera coś. Znikam coraz bardziej i gubię własny głos. Nie ma mnie, został tylko pusty cień. Jakby zgasło wszystko wokół mnie. W głowie słyszę tylko cichy dźwięk, nie ma cię, już nie wrócisz taki sam. Gaśnie światło, wchodzi sen. Każdy oddech oddala mnie od wszystkiego, co tu jest...
